DZIEŃ DOBRY!
DZIEŃ DOBRY!

Kopsnij na KEBSA wariacie.
Na cienkim, na grubym, na ostro, na talerzu, na krzywy ryj, bez surówki, ze świeżymi warzywami. Na wesoło, na smutno, na zawsze, na zakręcie. Na luzie, na miękko. Na dołku. Na glebę. Po prostu. Bez surówki. Bez ogródek. Bez spiny. Bez pierdolenia. Bez reszty. Bez wyrazu. Bez słów. Bez końca. Rzekł zachrypniętym głosem.
W biegu, na ławce w parku, na rowerze. Przed TV w drodze do pracy w samolocie, w kinie, w mc donaldzie. W swetrze, w dresach, w nowych adidasach, w natłoku myśli. W walki ferworze. W punkt. W samym centrum miasta, w południe. W Czeczeni w odwiedzinach w meczecie. W pierdol.
W najchujowszy deszcz i w najgorszą pogodę. W górach, nad morzem.
W śniegu, w biedzie, w bogactwie. Na kaca, na czczo, na bogato, na luzie, na zawsze, na zakręcie, na szczycie. Na krechę. Po koksie, po fecie, po ziole, po obiedzie. Po jabłkach. Po wszystkim. Po prostu.
Wszystko zależy od dnia, humoru, od dnia tygodnia, miesiąca, godziny.
Rzeczywistość zawinięta w ormiański lawasz lub chrupiącą pitę. Sos spływa na nową czystą koszulkę. Plama której nigdy nie dopierze wc piker czy jakiś wanisz. Niczym plama na honorze.
Moja dusza — głodna kraftowego mięsa.
Jeśli się jarasz, kibicujesz — kopsnij na kebsa.
👉 buycoffee.to/emingrisz